Spotkanie wokół Heweliusza w Muzeum Morskim - śledztwo, pamiątki i nowe tropy

W Gdańsku wypełniła się sala Narodowego Muzeum Morskiego, gdy publiczność przyszła posłuchać autora podcastu o katastrofie promu „Jan Heweliusz”. Atmosfera była mieszaniną pamięci, technicznych detali i żywych relacji od osób, które tego dnia przeżyły. Wieczór pokazał, że temat sprzed trzech dekad wciąż budzi emocje i rodzi nowe pytania.
- Spotkanie z Romanem Czejarkiem przy modelu wraku
- Pamiątki od Grzegorza Sudwoja i pokaz przedmiotów z miejsca zatonięcia
- Nowe tropy w śledztwie oraz relacje ratowników i świadków
- Gdańsk - w Narodowym Muzeum Morskim rozmowy przy modelu Heweliusza
- Śledztwo odsłania nieracjonalne decyzje i nowe wątki
- Fragmenty, pamiątki i głosy uczestników akcji
Gdańsk - w Narodowym Muzeum Morskim rozmowy przy modelu Heweliusza
W sali na Ołowiance zabrakło miejsc dla chętnych - część osób słuchała z korytarza, a spontaniczne oklaski towarzyszyły wystąpieniu jednego z ocalałych, Grzegorza Sudwoja, który przekazał do zbiorów muzeum własne przedmioty. Przy modelu promu prowadzący, dr Marcin Westphal - zastępca dyrektora NMM, oraz autor podcastu Roman Czejarek tłumaczyli techniczne szczegóły, sięgając po miniaturę jednostki, by pokazać mechanikę zdarzeń tamtej nocy. Muzeum przygotowało też do oglądania eksponaty wydobyte z miejsca zatonięcia - wśród nich rzeczy osobiste i model, który pojawił się w serialu dokumentalnym poświęconym tragedii.
Śledztwo odsłania nieracjonalne decyzje i nowe wątki
Autor śledztwa w formie podcastu opisywał etapy zbierania materiału i reakcje, jakie wywołały kolejne odcinki. W toku badań dotarł m.in. do nagrań nurków, których fragmenty - jak mówił - ujawniły elementy nieujęte w sądowych aktach. Wspomniał też o komentarzach i listach od osób, które wcześniej nie chciały rozmawiać.
“Czy wieczorem 13 stycznia 1993 roku była zła pogoda? Była typowa dla styczniowych warunków na Bałtyku.”
Czejarek zestawiał tę obserwację z faktem, że z portu w Świnoujściu wypłynęły tej nocy promy polskie, niemieckie i szwedzkie i tylko „Jan Heweliusz” przewrócił się - to pytanie o wyjątkowość wydarzeń stało się jednym z punktów śledztwa. W publikowanych materiałach i rozmowach padają hipotezy o statku na kursie kolizyjnym, o manewrze wykonanego przez Heweliusza i o możliwych zaniedbaniach szkoleniowych załogi.
Rysunek wydarzeń uzupełniali świadkowie akcji ratunkowej. Był wśród nich Robert Zawada, kpt. rez., były pilot Marynarki Wojennej z 44. Bazy Lotnictwa Morskiego Darłowo, który podkreślał trudność działań ratowniczych tamtej nocy i niepewność co do rozkazów związanych ze startem śmigłowców.
“Dla ratowników warunki były trudne, dla rozbitków: tragiczne” - powiedział.
Autor spotkania odwołał się też do wcześniejszych analiz innych dziennikarzy i ekspertów - m.in. do książki Adama Zadwornego oraz materiałów, które pojawiły się medialnie w ostatnich latach. W dyskusji padały liczby i korekty dotychczasowych ustaleń - według najnowszych danych przywoływanych podczas wieczoru życie straciło 56, a nie wcześniej podawane 55 osób.
Fragmenty, pamiątki i głosy uczestników akcji
W rozmowie z publicznością wyszły szczegóły dotyczące wyposażenia ratunkowego na pokładzie. Jedną z osób, która uzupełniła relacje, był właśnie Grzegorz Sudwoj - ocalały mechanik, darczyńca muzeum. Opisał, jak wyglądało podejście załogi do środków ratowniczych i co sam zrobił, gdy miał okazję.
“Kombinezony ochronne, aquaty, były w zaplombowanych workach i był oficjalny zakaz otwierania tych worków. Ja z wrodzonej ciekawości otworzyłem swoją aquatę i ubrałem się w nią.”
Publiczność tworzyli zarówno osoby zainteresowane historycznie - najmłodszy uczestnik, Aleks, miał 10 lat i przyjechał ze Słupska - jak i ludzie powiązani emocjonalnie z tragedią, w tym synowie ofiary i pilota z Darłowa.
W trakcie wieczoru padły też informacje o materiałach, które autor podcastu otrzymał w toku śledztwa - między innymi kopię 350 godzin nagrań filmowych z nurkowań przy wraku, które zdaniem Czejarka pokazują rzeczy dotąd nieudokumentowane w aktach.
W perspektywie mieszkańca wieczór w NMM to sygnał, że historia katastrofy dalej żyje w pamięci miasta i że wystawy oraz rozmowy o przeszłości mają realne znaczenie dla zrozumienia mechanizmów i procedur morskiego bezpieczeństwa. Dla kogoś z Gdańska to także okazja, by obejrzeć w muzeum rzeczy wydobyte z miejsca zatonięcia oraz posłuchać relacji osób, które były najbliżej zdarzenia - materiał, który może zachęcić do uważniejszego śledzenia dalszych ustaleń i dyskusji o procedurach ratowniczych i szkoleniu załóg.
na podstawie: Urząd Miejski Gdańsk.
Autor: krystian

