Między herbatą a ostatnim uściskiem - wolontariuszka opowiada o towarzyszeniu w hospicjum

3 min czytania
Między herbatą a ostatnim uściskiem - wolontariuszka opowiada o towarzyszeniu w hospicjum

W pokoju hospicjum rozmowa zaczyna się od prostego pytania o pochodzenie, a kończy trwającą chwilę — obecnością. W Gdańsku na Aniołkach wolontariusze sprawdzają, czy ktoś potrzebuje tylko cichej obecności, czy ostatniego gestu towarzyszenia. Ta codzienność ma swoje szkolenia, drobne rytuały i historie, które zostają w pamięci na zawsze.

  • Pierwsze pytanie — rozmowa która otwiera świat pacjenta
  • W Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza — obecność ważniejsza niż słowa
  • Jak wolontariat w Gdańsku łączy pokolenia i uczy uważności

Pierwsze pytanie — rozmowa która otwiera świat pacjenta

Dla Elżbiety Kubackiej każde nowe spotkanie zaczyna się od prostego “Skąd pan/pani pochodzi?” — pytania, które rozbraja i wyzwala opowieści. Była nauczycielka geografii opowiada, że narracje pacjentów często zamieniają się w podróże po zapomnianych krajobrazach: wioskach, miejscach bitew, historiach rodzinnych. Te wspomnienia bywają równie cenne jak opieka medyczna — dają kontakt i uczłowieczają pobyt przy łóżku.

W pracy wolontariusza opiekuńczego liczy się wiele drobnych gestów:

  • rozmowa przy herbacie,
  • bycie obok, gdy pacjent śpi pod wpływem leków przeciwbólowych,
  • wsparcie rodzin w chwilach, gdy nie mogą być przy łóżku.

“Kiedy człowiek odchodzi, słuch zamiera podobno jako ostatni ze zmysłów.”
Elżbieta Kubacka

Kubacka opisuje też momenty, gdy pozornie martwa osoba reaguje na prośbę i uchyla powiekę — chwile, które przypominają, że granica między życiem a śmiercią bywa płynna i wymaga towarzyszenia także w godzinach pośrednich.

W Hospicjum im. ks. E. Dutkiewicza — obecność ważniejsza niż słowa

Hospicjum na Aniołkach to miejsce, gdzie wolontariusze współpracują z zespołem medycznym i uczestniczą w życiu placówki zarówno w opiece bezpośredniej, jak i w akcjach społecznych. Kilka faktów wypływających z rozmowy:

  • Elżbieta Kubacka działa tu od kilkunastu lat, odwiedzając pacjentów dwa razy w tygodniu.
  • Zaczynała od wspólnych akcji ze szkołami — m.in. Pola Nadziei, przygotowywania prezentów i kartek.
  • Ukończyła kurs hospicyjny i policealną szkołę opiekunów medycznych; trafiła na szkolenia, gdzie instruktorzy pracowali ramię w ramię z kursantami.

W hospicjum spotyka się też pokolenia — uczniowie szkół zawodowych przychodzą na spotkania przy kawie, młodzi adepci fryzjerstwa co pół roku strzygą pacjentów. To praktyczne gesty, które bywają dla chorych ważniejsze niż może się wydawać — czasem ostatnia „modniejsza fryzura” staje się pamiątką godności.

Jak wolontariat w Gdańsku łączy pokolenia i uczy uważności

Droga do wolontariatu zaczęła się u Kubackiej od osobistego doświadczenia wsparcia medycznego w chwili choroby bliskiego — w 2004 roku rodzina otrzymała pomoc, która zrobiła na niej ogromne wrażenie. To doświadczenie zapaliło potrzebę, by dowiedzieć się, kim są ludzie pracujący w hospicjum i jak działa opieka domowa i stacjonarna.

Z praktycznej strony warto zauważyć kilka punktów, które wychodzą poza opowieść:

  • hospicjum oferuje szkolenia przygotowujące do pracy z umierającymi — kursy łączą teorię z ćwiczeniami praktycznymi;
  • współpraca z placówkami edukacyjnymi pomaga w praktycznym kształceniu młodzieży i daje pacjentom kontakt z różnymi pokoleniami;
  • wolontariusze mają dostęp do warsztatów wsparcia emocjonalnego — praca z żalem i bezpośrednim kontaktem z umieraniem wymaga opieki nad opiekunem.

W codziennym wymiarze Kubacka wyciąga z hospicjum jedną prostą, ale mocną lekcję — trzeba być uważnym na drugiego człowieka. Nawyk prostego pytania “co u ciebie?” czy zadzwonienia do zapomnianej osoby raz na miesiąc to praktyczne ćwiczenie tej uważności, które może zrekompensować brak wielkich gestów. Te drobne akty są też naturalnym mostem między życiem zawodowym, szkolnym a opieką nad umierającymi — łączą szeregi doświadczeń i nadają im sens.

na podstawie: UM Gdańsk.

Autor: krystian