Na ratunek przy torach - jak pracownicy MOPR uratowali pana Bogdana

W mroźny poranek w Gdańsku zespół Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie ruszył tam, gdzie inni nie docierają. W rolach głównych znalazły się pracownice socjalne, strażacy i ratownicy medyczni, a w centrum akcji był samotny namiot przy torowisku. Ta interwencja pokazała, jak wygląda praca „na krawędzi” — między biurem a polem działania.
- W Gdańsku Przeróbka - przez tory, wodę i zacinający grad po jednego człowieka
- Wydział Reintegracji Osób w Bezdomności kieruje działaniem - plan, telefon i gotowość do wyjazdu
W Gdańsku Przeróbka - przez tory, wodę i zacinający grad po jednego człowieka
Tego dnia, 30 grudnia 2025 r., do zespołu trafiła informacja o mężczyźnie żyjącym w prowizorycznym schronieniu przy torach. Na miejscu pojawiły się: Ewelina Barankiewicz i Monika Dworecka z Wydziału Reintegracji Osób w Bezdomności oraz funkcjonariusze Straży Miejskiej w Gdańsku i członkowie Stowarzyszenia Na Rzecz Ratownictwa ADIUTARE. Zadanie nie było łatwe — podmokły teren, zapadający zmrok i grad utrudniały dotarcie do namiotu nad Martwą Wisłą nieopodal Mostu im. Jana Pawła II.
“Długo nie widziałyśmy człowieka w środku. Aż w końcu pan Bogdan wysunął rękę.”
— Ewelina Barankiewicz
Ratownicy zastali mężczyznę znacznie wychłodzonego; badanie parametrów było utrudnione, bo „krew już nie chciała lecieć” — jak opisuje Monika Dworecka. Konieczne okazało się szybkie zabezpieczenie medyczne i zorganizowanie transportu z terenu nasiąkniętego wodą. Strażacy, po przejściu przez torowisko i próbach znalezienia najkrótszej drogi ewakuacji, podjęli decyzję o ustawieniu karetki na moście i wprowadzeniu pacjenta wąskimi schodami na wiadukt. Ruch na moście został chwilowo wstrzymany, co pozwoliło bezpiecznie przetransportować mężczyznę.
“Krew już nie chciała lecieć.”
— Monika Dworecka
Wydział Reintegracji Osób w Bezdomności kieruje działaniem - plan, telefon i gotowość do wyjazdu
Koordynacją akcji zajmowała się Dorota Baszkowska, która od lat zbiera zgłoszenia i układa plany interwencji. Z jej perspektywy praca polega na szybkich decyzjach: kontaktach ze schroniskami, służbami medycznymi i organizacjami, które mogą wesprzeć na miejscu. W pracy zespołu istotna jest determinacja i gotowość do natychmiastowego wyjazdu.
“Ja rzucam wszystko. Jestem gotowa wsiąść w samochód i jechać, by pomóc.”
— Dorota Baszkowska
Kierownik wydziału, Robert Klimczak, tłumaczy, że reintegracja to przywracanie podstawowych warunków życia i godności — prosty obraz, który oddaje sens pracy z osobami bezdomnymi.
“Do tego, żeby jeść nożem i widelcem.”
— Robert Klimczak
Po interwencji pan Bogdan trafił do placówki w Gdańsku Przegalinie, gdzie znajduje się w dobrym stanie i odzyskuje siły. Sam podsumował to w swoim charakterystycznym, oszczędnym tonie:
“Te panie tyle się nastarały. Od Przeróbki na uboczu myślałem, że będę miał spokój. Ale nie da rady. Przychodzili dwa, trzy razy w tygodniu. Za mocno dbali o mnie, nie? Nie dali mi umrzeć w tym namiocie.”
— pan Bogdan
Praca zespołowa: służby medyczne, strażacy, MOPR i organizacje pozarządowe działały skoordynowanie — każdy miał swoje zadanie: zabezpieczenie medyczne, przejście przez torowisko, kontakt ze schroniskiem i zapewnienie przyjęcia do placówki.
Mieszkańcy często inicjują takie interwencje — zgłoszenia przychodzą z różnych źródeł i to one uruchamiają łańcuch pomocy. Z opisu akcji wynika także praktyczna prawda: szybka informacja, współpraca służb i gotowość do wejścia w trudny teren ratują życie. To przypomnienie, że system wsparcia działa wtedy, gdy poszczególni jego uczestnicy – od pracowników socjalnych po strażaków i organizacje ratownicze – potrafią szybko zsynchronizować działania.
na podstawie: MOPR Gdańsk.
Autor: krystian

