Tłumy spacerują po zamarzniętej Motławie - GOS ostrzega i wyjaśnia, kto za to odpowiada

Na nabrzeżach wokół Wyspy Spichrzów zrobiło się jak na lodowisku — tylko że tu nie ma żadnej kontroli i ryzyko jest realne. Z Gdańska płyną apele i tabliczki, a równocześnie trwa dyskusja, kto ma prawo i obowiązek zabronić wchodzenia na lód. Atmosfera łączy zachwyt nad „pocztówkowym” widokiem z rosnącym niepokojem urzędników i służb.
- Gdański Ośrodek Sportu ostrzega - tabliczki, film i nawoływania z mostu
- Kto może egzekwować zakaz - urzędy tłumaczą swoje kompetencje w Gdańsku
Gdański Ośrodek Sportu ostrzega - tabliczki, film i nawoływania z mostu
Gdański Ośrodek Sportu podkreślił, że ostrzeżenia nie są bez powodu. Na profilu GOS pojawił się materiał, który ma skłonić spacerujących do zdjęcia butów z tafli. W krótkim fragmencie organizacja napisała:
“Lód na Motławie jest cieńszy, słabszy i bardziej nieprzewidywalny niż wygląda.”
W praktyce GOS przypomina kilka czynników, które osłabiają nośność lodu. Najważniejsze z nich to:
- ogrzewane jachty i houseboaty - cieplejsze kadłuby topią lód od spodu;
- mieszanka wody słodkiej i słonej - słona woda zmienia strukturę lodu i zmniejsza jego wytrzymałość;
- miejskie „wyspy ciepła” - betonowe nabrzeża i instalacje oddają ciepło do wody, tworząc lokalne plamy cienkiego lodu;
- nadchodząca odwilż - topnienie zaczyna się od spodu i tafla cienkieje szybciej niż widać;
- cofanie się wody pod wpływem wiatru z Bałtyku - naprężenia i pęknięcia lodu mogą pojawić się nagle;
- dodatkowo: dolny odcinek Motławy wchodzi w obszar portowy, a wchodzenie na lód jest prawnie zabronione.
GOS uzupełnił działania symbolami widocznymi na nabrzeżach i — w praktyce — apelami skierowanymi do osób spacerujących po lodzie. Już w niedzielę 1 lutego funkcjonariusze Straży Miejskiej próbowali przez megafon nakłonić ludzi do zejścia z tafli, a w mediach społecznościowych GOS opublikował wspomniany materiał wideo w piątek 6 lutego.
Kto może egzekwować zakaz - urzędy tłumaczą swoje kompetencje w Gdańsku
Gdański Ośrodek Sportu wyjaśnił też, że za stan wody na Motławie nie odpowiada on bezpośrednio. W odpowiedzi na pytanie internauty stwierdził:
“Za stan wody w Motławie odpowiadają Urząd Morski w Gdyni oraz Urząd Żeglugi Śródlądowej w Bydgoszczy. Gdański Ośrodek Sportu zarządza marinami, przystaniami i pobrzeżem, z których korzystają osoby wchodzące na Motławę.
Dyrektor GOS, Kamil Koniuszewski, podsumował to krótko:
“To skomplikowane”
i wyjaśnił, że w obrębie jednego mostu - stojąc twarzą do Żurawia Gdańskiego - po jednej stronie mamy jeszcze wody morskie, a po drugiej już wody śródlądowe. Z punktu widzenia prawa to oznacza różne organy nadzoru i różne możliwości egzekwowania zakazu. W efekcie ani policja, ani straż miejska nie zawsze mają podstawę do nakładania mandatów za wchodzenie na lód w tym konkretnym odcinku rzeki — zadania te leżą częściowo poza ich kompetencjami.
W urzędniczych rozmowach pojawia się też obawa przed konsekwencjami w przypadku wypadku - od tragedii rodziny po postępowania wyjaśniające i medialną krytykę, jeśli okaże się, że sygnały ostrzegawcze nie wystarczyły.
Gdańsk odczuwa to także w przestrzeni: drabinki na nabrzeżach, które normalnie nie przyciągają uwagi, w czasie mrozu stają się wejściami na wysokość ponad 4 metrów. To dodatkowy element ryzyka przy zejściu na lód.
Warto pamiętać o tym, co już robią służby i jak można zachować się rozumnie — szczególnie teraz, gdy warunki są zmienne i odpowiedzialność rozmywa się między kilkoma instytucjami. Zamiast wchodzić na taflę, lepiej korzystać z widoków z nabrzeża, zwracać uwagę na tabliczki i raportować niebezpieczne sytuacje służbom porządkowym.
na podstawie: Urząd Miejski w Gdańsku.
Autor: krystian

