W starej hali Wałęsy ma powstać serce gdańskiego designu

W starej hali Wałęsy ma powstać serce gdańskiego designu

FOT. UM Gdańsk

W hali 86B w dawnej Stoczni Gdańskiej przeszłość nie zamierza być tylko dekoracją. Tam, gdzie w latach 70. pracował Lech Wałęsa, Marcin Sternik planuje coś znacznie większego niż kolejna stolarnia. Ma powstać miejsce, w którym projekt, produkcja i handel spotkają się pod jednym dachem. Jeśli ten pomysł się powiedzie, stara stoczniowa hala dostanie zupełnie nowe życie.

  • Hala z historią, która nie chce zostać muzealnym eksponatem
  • Stolarz, który nie chce oddać marki w obce ręce
  • Design, rzemiosło i edukacja pod jednym dachem

Hala z historią, która nie chce zostać muzealnym eksponatem

W hali 86B pracuje dziś stolarnia „Wtedy Drewno”, którą Sternik prowadzi od 2015 roku. Sam obiekt ma jednak znacznie dłuższą pamięć niż współczesny warsztat. Budynek z końca XIX wieku był częścią Stoczni Schichaua, później służył Danziger Werft, a w czasach Stoczni Gdańskiej im. Lenina działał jako warsztat wózków akumulatorowych i elektrowozów. Z tamtego okresu została też tablica przypominająca o pracy Lecha Wałęsy.

To właśnie ta warstwa historii stała się dla obecnego właściciela terenu czymś więcej niż tłem. W 2019 roku hala została wpisana do rejestru zabytków jako pierwszy taki obiekt dawnej Stoczni Cesarskiej. Wniosek złożyła spółka Biznes Park Stocznia, a – jak relacjonuje Sternik – wcześniejsza wojewódzka konserwator zabytków Agnieszka Kowalska doradziła, że taki krok otworzy drogę do remontu, adaptacji i sięgania po dotacje. Dla Gdańska to ważne nie tylko z punktu widzenia ochrony zabytków, ale też tego, że stare przemysłowe przestrzenie zaczynają działać, zamiast po prostu stać.

Stolarz, który nie chce oddać marki w obce ręce

Sternik nie przyszedł do stoczni z jednego świata i nie zatrzymał się tu przypadkiem. Do Trójmiasta trafił jeszcze jako student geologii, kiedy przyjechał na wakacje dorobić w barze. Został na dłużej, pracował w gastronomii, prowadził sopocki klub „Wtedy”, a później razem ze współpracownikami wykonywał jego stolarkę. Z czasem rękodzieło, które interesowało go od dzieciństwa, wróciło na pierwszy plan.

„Ja chcę budować własną markę” – mówi Sternik, wspominając propozycje, z jakimi spotykał się na targach w Paryżu i Sztokholmie.

Te doświadczenia ułożyły mu się w pomysł na coś, co sam opisuje jako „fabrykę w pigułce”. Nie chodzi tylko o produkcję mebli, ale o pełny obieg: od projektu, przez wykonanie, po sprzedaż i promocję. To odpowiedź na problem, który w branży wraca od lat – polskie wyroby bywają cenione, ale zbyt często trafiają na rynek pod cudzym logo. Sternik chce to odwrócić i pokazać, że marka z Polski może być rozpoznawalna sama z siebie.

Design, rzemiosło i edukacja pod jednym dachem

Planowana Gdańska Wytwórnia Wzornictwa Użytkowego ma łączyć projektantów, inżynierów, rzemieślników, marketingowców i edukatorów. W hali 86B mają współpracować nie tylko stolarze, lecz także twórcy pracujący z bursztynem, tapicerką, ceramiką, ślusarką i szkłem. W założeniu ma to być miejsce, w którym produkt nie kończy się na warsztacie, ale od razu dostaje szansę na pokazanie się światu.

W projekcie przewidziano też strefy, które mają przyciągać ludzi spoza branży. Mają się tam znaleźć przestrzeń gastronomiczna, eventowa, coworkingowa i warsztatowa. To ważne, bo taki model nie zamyka hali w roli zakładu produkcyjnego. Zamiast tego tworzy miejsce żywe, otwarte i różnorodne – takie, które może stać się punktem spotkań dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak rodzą się przedmioty codziennego użytku, a przy okazji wesprzeć polskie rzemiosło i wzornictwo. Sternik nie ukrywa, że problemem pozostaje też brak ludzi do pracy. Dlatego w jego wizji równie ważna jak produkcja jest edukacja i wychowanie nowych fachowców.

na podstawie: Urząd Miejski Gdańsk.