„Weiser Dawidek” trafi na scenę. Elka zaśpiewa białym głosem

„Weiser Dawidek” trafi na scenę. Elka zaśpiewa białym głosem

Na scenie pojawi się zagadka z Wrzeszcza, procesja Bożego Ciała, tunel nad Strzyżą i świat zawieszony między pamięcią a wyobraźnią. W Operze Bałtyckiej trwają próby do operowej wersji „Weisera Dawidka” Pawła Huellego. Jedną z najważniejszych zmian będzie rozbudowanie roli Elki, która jako kaszubska nastolatka zaśpiewa techniką charakterystyczną dla muzyki ludowej. Premiera spektaklu została zaplanowana na 16 października.

  • Elka dostaje własny głos i ważniejsze miejsce w historii
  • Powieść o zaginionym chłopcu trafia na operową scenę
  • Na scenie zostaje jeden trop, ale świat powieści pozostaje szeroki

Elka dostaje własny głos i ważniejsze miejsce w historii

W powieści Elka pozostaje nieco na dalszym planie. W operze jej postać zostanie mocniej wyeksponowana. Autorka libretta Anna Czekanowicz widzi w niej kaszubską dziewczynę, której odmienność łączy się z pochodzeniem Weisera – chłopca żydowskiego pochodzenia.

– Weiser jest pochodzenia żydowskiego, ona – kaszubskiego. Oboje są inni. To ich do siebie przyciąga. Tworzy się między nimi rodzaj magii.

Elka wykona między innymi pieśń o kaszubskiej jabłonce. Nie będzie jednak śpiewać klasycznym głosem operowym. Kompozytorka Ewa Fabiańska-Jelińska zdecydowała, że postać wykorzysta tak zwany biały głos – technikę związaną z muzyką ludową.

– Będzie śpiewać tzw. białym głosem – mówi kompozytorka.

Ten zabieg ma zestawić dwa sposoby śpiewania: wyćwiczoną operową emisję oraz bardziej naturalne, ludowe brzmienie. W przypadku „Weisera Dawidka” różnica nie jest wyłącznie muzycznym eksperymentem. Podkreśla także kaszubską tożsamość Elki i jej odrębność wobec pozostałych bohaterów.

Powieść o zaginionym chłopcu trafia na operową scenę

„Weiser Dawidek” ukazał się po raz pierwszy w 1987 roku. Pierwsze wydanie sprzedało się w nakładzie 50 tysięcy egzemplarzy, a w tym roku powieść doczekała się kolejnej edycji nakładem Znaku. Dla Opery Bałtyckiej jest to więc wybór tekstu mocno zakorzenionego w pamięci czytelników, a zarazem próba stworzenia współczesnego dzieła muzycznego.

Dyrektor Opery Bałtyckiej i reżyser spektaklu Romuald Wicza-Pokojski podkreśla, że nowych oper powstaje niewiele. Przy realizacji chciał dać miejsce twórcom związanym z regionem.

– A ja postawiłem sobie za punkt honoru, żeby realizować nowe spektakle i dać głos twórcom z tego regionu – mówi dyrektor, a jednocześnie reżyser spektaklu.

Paweł Huelle nie zdążył napisać libretta. Zmarł w 2023 roku. Anna Czekanowicz pracowała nad tekstem z pamięcią o autorze powieści i o jego młodzieńczych latach, kiedy pisał książkę przy maszynie do pisania.

– Pisząc libretto, myślałam o Pawle, gdy siedział w kuchni, jako dwudziestoparoletni chłopak, stukając w maszynę i pisząc powieść. I jak odszedł od nas, nie spełniwszy do końca swoich marzeń.

Historia rozpoczyna się latem 1957 roku. Grupa nastolatków z Wrzeszcza poznaje Weisera – chłopca obdarzonego niemal nadnaturalnymi umiejętnościami. Potrafi ujarzmić panterę w zoo, organizuje pokazy pirotechniczne z użyciem powojennych niewybuchów, świetnie strzela i zdaje się przekraczać granice zwykłego doświadczenia.

Pewnego dnia wchodzi do tunelu nad Strzyżą i znika. Paweł, Szymon, Piotr oraz Elka próbują zrozumieć, co się stało. Zagadkę podejmuje także dorosły narrator, który po latach wraca do wydarzeń z dzieciństwa.

Na scenie zostaje jeden trop, ale świat powieści pozostaje szeroki

Książka Huellego łączy realizm magiczny, symbole religijne i powojenną pamięć Gdańska. Weiser bywa odczytywany jako postać mesjańska, a wydarzenia opisane w powieści przywołują skojarzenia z opowieściami biblijnymi. Jednocześnie historia dotyka Holokaustu, choć nie mówi o nim wprost.

Anna Czekanowicz zwraca uwagę, że pamięć o tej stracie jest jednym z ważnych sensów powieści.

– Ta książka nie odnosiła się do Holokaustu w sposób otwarty. A przecież mówiła o Holokauście. Mówiła, że musimy pamiętać o tej wielkiej stracie i że tylko pamiętając o niej możemy zbudować nowy, lepszy świat.

Operowa wersja nie próbuje pomieścić całej książki. Audiobook „Weisera Dawidka” trwa dziewięć godzin, natomiast spektakl będzie miał około półtorej godziny. Librettistka skoncentrowała więc akcję na samym Weiserze, rezygnując z rozbudowanego wątku dorosłych bohaterów, którzy po latach analizują jego zniknięcie i wpływ tamtego lata na własne życie.

Za scenografię odpowiada Aleksandra Iwańczyk. Centralnym motywem ma być ściana przedstawiona chwilę po wybuchu. Według reżysera taki obraz lokuje bohaterów pomiędzy przeszłością a tym, co dopiero ma nadejść.

W spektaklu pojawią się między innymi:

  • procesja Bożego Ciała w czasach komunizmu,
  • boisko, na którym drużyna Weisera niespodziewanie pokonuje wojskowych,
  • lotnisko,
  • cmentarz.

Nad przedstawieniem pracuje około 150 osób – orkiestra, chór, soliści, kwintet smyczkowy i instrumentaliści grający na perkusji. Mimo ciężaru tematów twórcy zapowiadają także sceny komiczne. Romuald Wicza-Pokojski nie chce, by spektakl pozostawił widzów wyłącznie z poczuciem przygnębienia.

– Nie chcemy nikogo dołować. Chciałbym, żeby nasz „Weiser” dawał nadzieję, a nie ją zabierał – mówi reżyser.

na podstawie: Serwis gdansk.pl.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji