W Teatrze Wybrzeże rodzice wybierają dziecko do ocalenia

W Teatrze Wybrzeże rodzice wybierają dziecko do ocalenia

Zdjęcie poglądowe wygenerowane przez AI

Przy stole siedzą trzy osoby, ale najważniejsze słowa długo nie padają. W gdańskim Teatrze Wybrzeże rodzinne spotkanie szybko zamienia się w bezlitosny test uczuć, lojalności i pamięci. Rodzice muszą wskazać, które z dzieci ocalić przed hipotetyczną katastrofą – i wybierają najmłodszego syna, zmagającego się z alkoholizmem. To decyzja, po której udawanie, że wszystko w tej rodzinie jest w porządku, nie jest już możliwe.

  • Rodzinny formularz uruchamia lawinę dawnych pretensji
  • Katarzyna Kaźmierczak i Grzegorz Gzyl niosą ciężar przedstawienia
  • Cisza mogłaby powiedzieć więcej niż finałowy hałas

Rodzinny formularz uruchamia lawinę dawnych pretensji

Dramat Ivora Martinicia „Syn, matka i ojciec siedzą przy stole i długo milczą” wychodzi od pytania rodem z greckiej tragedii. W świecie zagrożonym wojną nuklearną miejsca w schronach jest za mało. Rodzice mają zdecydować, kogo zabrać ze sobą, a kogo pozostawić bez szans na ratunek.

Hipotetyczne badanie jako pierwszy traktuje poważnie najstarszy syn. To dobrze prosperujący singiel, który przyjeżdża do rodziców i chce poznać odpowiedź na pytanie, co zrobiliby w sytuacji ostatecznej. Zamiast spokojnej rozmowy pojawiają się jednak pretensje, wyrzuty i pytania o to, czy miłość rodzicielska rzeczywiście rozkłada się między dzieci po równo.

W rodzinnej hierarchii przegrywa pierworodny oraz córka, odnosząca sukcesy lekarka. Rodzice wskazują najmłodszego syna, mimo jego problemów z alkoholem. Ta decyzja odsłania nie tylko preferencje, lecz także dawne zranienia i sprawy, których przez lata nie udało się zamknąć.

Katarzyna Kaźmierczak i Grzegorz Gzyl niosą ciężar przedstawienia

Najmocniej wybrzmiewa spotkanie Katarzyny Kaźmierczak i Grzegorza Gzyla. Kaźmierczak tworzy portret matki rozgoryczonej, miotanej sprzecznymi uczuciami i coraz mniej zdolnej do ukrywania własnych ran. Gzyl pokazuje ojca nieporadnego, chwilami śmiesznego, choć ten humor nie przynosi prawdziwego rozładowania napięcia.

Ich duet przyciąga uwagę bardziej niż role młodszych aktorów. Kontrast między obojgiem rodziców pomaga wydobyć warsztat wykonawców i sprawia, że rodzinny konflikt nie zostaje wyłącznie abstrakcyjnym ćwiczeniem z moralności.

Inscenizacja przez pewien czas korzysta z ruchomej scenografii, lecz w finale traci wcześniejszą dyscyplinę. Nadmiar emocji, intensywne światła i głośne efekty dźwiękowe tworzą chaotyczny ciąg bodźców. Z tego powodu spektakl może być trudny dla osób wrażliwych sensorycznie – pojawiają się także światła stroboskopowe.

Cisza mogłaby powiedzieć więcej niż finałowy hałas

Największy problem nie tkwi w samym pomyśle. Wizja rodziców zmuszonych do wyboru między własnymi dziećmi jest łatwa do wyobrażenia właśnie dlatego, że dotyka lęku przed sytuacją bez dobrego rozwiązania. Trudniejsze okazuje się przeniesienie tego napięcia na scenę.

Finał zostaje podkręcony tak mocno, że część ciężaru rodzinnej tragedii ginie w hałasie i gwałtowności formy. Ten dramat mógłby równie skutecznie, a może nawet mocniej, działać w wersji czytanej lub performatywnej, opartej na pauzach, spojrzeniach i niedopowiedzeniach.

To przedstawienie nie daje łatwego komfortu ani prostego podziału na winnych i pokrzywdzonych. Jednych może odrzucić duszna atmosfera, temat i przerysowana forma, innych przyciągnąć dokładnie to samo. Obojętny pozostaje po nim niewielu widzów.

na podstawie: Urząd Miejski w Gdańsku.

Ilustracja ma charakter poglądowy i została wygenerowana przez sztuczną inteligencję — nie jest fotografią rzeczywistego zdarzenia.

Widzisz błąd lub nieaktualną informację? Zgłoś błąd, sprostowanie lub uwagę

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji