Stocznia w obrazach – fotografie, opowieści i pamięć, która powraca

FOT. UM Gdańsk
W mediatece Europejskiego Centrum Solidarności odbył się wieczór wspomnień o stoczni – ciemne sale, rzutnik i historie, które wychodzą ze zdjęć. W Gdańsku spotkali się dawni pracownicy i fotografowie, by oglądać kadry z zakładów i opowiadać o codzienności, która dla wielu była całym życiem. Wspomnienia przeplatały się ze śmiechem, wzruszeniem i gorzką refleksją nad przemianami.
- Wieczór w mediatece Europejskiego Centrum Solidarności – zdjęcia i długie rozmowy
- Stocznia Gdańska – kadry z pracy, dym z papierosów i lekcje, które zostają
Wieczór w mediatece Europejskiego Centrum Solidarności – zdjęcia i długie rozmowy
W czwartek, 26 lutego, w mediatece Europejskiego Centrum Solidarności odbyło się spotkanie zorganizowane przez Stowarzyszenie Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej. Na ekranie pojawiły się dwie kolekcje fotografii – jedna z Gdyni , druga z Gdańska – a autorzy przynieśli nie tylko kadry, lecz także osobiste opowieści z czasów pracy przy budowie statków.
Gośćmi wieczoru byli między innymi fotografowie: Grzegorz Mehring i Piotr Wittman, a moderatorem spotkania był sekretarz stowarzyszenia Maciej Multaniak. Prezes stowarzyszenia Andrzej Nawrocki podsumował imprezę słowami, które wyrażały zadowolenie z atmosfery spotkania:
“Wyszedł z tego wspaniały wieczór”
— Andrzej Nawrocki
Publiczność rozpoznawała miejsca i twarze na zdjęciach, a dyskusja toczyła się długo – organizatorzy wyszli z ECS po ponad dwóch godzinach rozmów i wymiany wspomnień.
Stocznia Gdańska – kadry z pracy, dym z papierosów i lekcje, które zostają
Fotografie pokazywały nie tylko fragmenty produkcji. Były portrety, sceny z przygotowań do zmiany, chwile wolne, a także obrazy stołówkowego życia. Autorzy mówili o tym, jak bliska była relacja między fotografem a stoczniowcem – często zdobywano zaufanie prostą rozmową i… papierosem. Piotr Wittman opowiadał, że zanim zaczął fotografować, przeszedł szkolenie bhp u Zenona Grudnia, szefa straży stoczniowej, i szybko zorientował się, że te niewielkie zwyczaje otwierają drzwi do opowieści.
Wspomnienie tej rozmowy przeszło do anegdoty:
“No, to teraz możemy porozmawiać, jak mężczyzna z mężczyzną.”
— Zenon Grudzień
Piotr Wittman wspominał też, że spędził przy stoczni trzy tygodnie w 2001 roku i często nocował w samochodzie, by złapać rytm pracy i scenerię nocnych zmian. Dla niego fotografia była sposobem na zarejestrowanie “cudu tworzenia” – procesu, w którym z surowych elementów powstawał statek, a ludzie czerpali z tego poczucie siły i godności.
Z kolei Grzegorz Mehring, który dokumentował m.in. końcowe dni działalności zakładów w Gdyni, podkreślał bystrość i świadomość polityczną robotników:
“Za każdym razem robiło na mnie wrażenie, jak świetnie są zorientowani w polityce krajowej, a nawet międzynarodowej.”
— Grzegorz Mehring
W opowieściach przewijały się też obrazy twardości – pierwsze pokolenia pamiętające wojnę, doświadczenia Grudnia 1970, Sierpnia, stan wojenny i transformację lat 90. To wszystko formowało postawy i dało impuls do działań politycznych, a później – często – do rozczarowania, gdy miejsca pracy zniknęły.
Na zakończenie spotkania fotografowie otrzymali brawa. Prezes stowarzyszenia zwrócił uwagę na to, że dopiero po latach zdjęcia uświadamiają, jak niezwykłe były sceny codziennej pracy:
“Dopiero teraz, te zdjęcia nam to uświadomiły.”
— Andrzej Nawrocki
Warto zauważyć, że te archiwalne kadry nie są jedynie materialnym zapisem przeszłości – pomagają rekonstruować rytm miasta, miejsca, które już nie istnieją, i tożsamość ludzi, którzy je tworzyli. Dla mieszkańców Gdańska fotografia stoczni staje się mostem między pokoleniami – źródłem wiedzy o tym, jak przemysł kształtował przestrzeń, zwyczaje i relacje społeczne. Dla tych, którzy chcą zrozumieć przemiany miasta, takie spotkania pokazują, że pamięć miejsc ma wymiar praktyczny – tłumaczy, skąd wynikają miejskie struktury, i wskazuje, które elementy kulturowego dziedzictwa warto zachować.
na podstawie: Urząd Miejski w Gdańsku.
Autor: krystian

