Z Gdańska do Maroka na dwóch kołach. Każdy kilometr ma znaczenie

Z Gdańska do Maroka na dwóch kołach. Każdy kilometr ma znaczenie

Sakwy z namiotem, samotna trasa i setki kilometrów dziennie – tak wygląda wyprawa Julii Robak. Gdańszczanka jedzie do Maroka, a po drodze zbiera pieniądze dla podopiecznych Fundacji Cancer Fighters. Jej podróż szybko przerosła pierwotny cel zbiórki.

  • Ponad 3500 kilometrów przez Europę
  • Złotówka za kilometr przyniosła większą zbiórkę
  • Samotna podróż ma przełamywać stereotypy

Ponad 3500 kilometrów przez Europę

Julia Robak wyruszyła rowerem z Polski do Afryki. Cały potrzebny dobytek, razem z namiotem, przewozi w sakwach przymocowanych do roweru. Każdego dnia pokonuje około 100 kilometrów.

Za nią są już odcinki prowadzące przez Polskę, Niemcy, Holandię i Belgię. Podczas 24. dnia podróży dotarła do Bordeaux. We Francji musiała mierzyć się z temperaturą sięgającą 37 stopni Celsjusza, a kolejnym etapem trasy ma być Hiszpania.

Wyprawa wymaga od niej nie tylko wysiłku fizycznego. Samotna jazda, zmienne warunki i nocowanie w namiocie sprawiają, że równie ważna jest odporność psychiczna.

– Przede wszystkim jadę dla podopiecznych Fundacji Cancer Fighters, którzy każdego dnia walczą z chorobą. Chcę udowodnić, że warto podejmować się dużych wyzwań, bo krok po kroku można osiągnąć swój cel – wyznała Julia.

Gdańszczanka chce, by jej przejazd był wsparciem dla osób chorych na raka oraz ich rodzin.

Złotówka za kilometr przyniosła większą zbiórkę

Do pomysłu zainspirowała ją rowerowa podróż Łatwoganga przez Polskę, z Zakopanego do Gdańska. Twórca internetowy nagłaśniał wtedy zbiórkę na leczenie ośmioletniego Maksa, który choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Po zebraniu potrzebnej kwoty rozpoczęto kolejne działania na rzecz dzieci z DMD – Adasia, a następnie Wojtusia.

Julia postanowiła przełożyć podobny mechanizm na swoją wyprawę. Założyła, że zbierze złotówkę za każdy kilometr, czyli łącznie 3500 złotych. Po 24 dniach jazdy na koncie zbiórki było już blisko 6 tysięcy złotych.

Nadwyżka nie kończy jednak wyzwania. Każda złotówka ponad założony cel oznacza dodatkowy kilometr, który Julia ma przejechać podczas kolejnej rowerowej wyprawy. Oznacza to, że wpłaty zwiększają nie tylko pomoc dla fundacji, lecz także skalę następnego sportowego przedsięwzięcia.

– Mam nadzieję, że moje wyzwanie chociaż w małym stopniu będzie mogło wesprzeć podopiecznych i ich rodziny w ich trudnych zmaganiach – powiedziała Julia.

Samotna podróż ma przełamywać stereotypy

Dla Julii przejazd do Maroka jest także sposobem na pokazanie, że kobieta może samodzielnie podróżować na rowerze przez kolejne kraje.

– Staram się również łamać stereotypy i pokazywać, że dziewczyny też mogą podróżować same i że jest to możliwe, także na rowerze. Nie jest to tak niebezpieczne, jak się wydaje, ważny jest rozsądek. Każdego dnia przeżywam nowe historie i spotykam niesamowitych ludzi, czym dzielę się w swoich mediach społecznościowych – dodała Gdańszczanka.

Relacje z trasy Julia publikuje w mediach społecznościowych. Wyprawę można połączyć ze wsparciem zbiórki prowadzonej dla podopiecznych Fundacji Cancer Fighters.

na podstawie: Serwis gdansk.pl.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji